2008-09-25 13:25:31 >>

11.



*          

   Carnivean, Oeillet i Astaret stali, w milczeniu składając hołd partyzantom. Przeforsowanie włazu, tak szybkie i sprawne, zasiało ziarno wątpliwości, zrodziło myśl.
- A jeśli to my jesteśmy po złej stronie?- Podniósł się głos nad grupą żołnierzy.
- Zamknij się- wymamrotał któryś z żołnierzy, zdejmując hełm. Reszta oddziału postąpiła tak samo. Uhonorowali zdrajców minutą ciszy.   

*

   Pułkownik Neyla Werring nie mogła znaleźć sobie miejsca. Krążyła po swoim ciasnym biurze jak zostawiony przez właściciela pies. Raz po raz podnosiła słuchawkę telefonu, chcąc do kogoś dzwonić, ale zaraz ją odkładała. W kółko przeglądała te same dokumenty, kręcąc głową. Po chwili rzucała teczki na biurko, bo treść dokumentów znała już właściwie na pamięć.
         Zadzwonił telefon, a Neyla Werring podskoczyła przestraszona. Serce waliło jej jak młotem, telefon dalej terkotał, a ona wciąż nie mogła go odebrać. W końcu, drżącą ręką podniosła słuchawkę.
- Pułkownik Werring, słucham.
- Mamy ich, pani pułkownik.          
   Neyla Werring ze świstem wypuściła powietrze. Opanowała się jednak błyskawiczne.
- Dobra robota- nerwowo przełknęła ślinę- Wprowadźcie ich.         
   Niemal jednocześnie z chwilą, gdy pułkownik odebrała telefon, wszedł jakiś kapral, niosąc dwie teczki z naklejonymi na nich zdjęciami. Neyla Werring zaklęła w duchu. Zdjęcia naklejano na teczki, gdy poszukiwany umierał. Teczki przynoszono do niej, gdy sprawę podejrzanych uznawano za zakończoną. 
         
   Po odłożeniu słuchawki wzięła głęboki oddech i sięgnęła po teczki. 
         
   Zamarła. 
         
   Były na nich zdjęcia Enedtinco Larhensen i Cicero. 
         
   Strażnik wszedł bez pukania, prowadząc Karaimę Leone i Matthieu „Force” Bernharda. Pułkownik Neyla Werring opanowała się błyskawicznie, tłumiąc wewnętrzne drgawki rozpaczy.
- Leone i Bernhard- powiedziała kpiąco- Czyżbyśmy złapali nie tych, co trzeba?         
   Karaima uśmiechnęła się paskudnie.
- To zależy od punktu widzenia, pani pułkownik.         
   Neyla Werring przeniosła wzrok na Bernharda, zauważając, że ten wpatruje się intensywnie w zdjęcie Enedtinco.
- Wiecie coś o tym? – Spytała pułkownik, podnosząc obie teczki jedną ręką.          
   Karaima Leone odchyliła się w krześle- na tyle, na ile pozwoliły jej skute za plecami ręce- mrużąc oczy.
- Cicero i Enedtinco Larhensen. Nosiciele- powiedziała krótko- I nie żyją.          
   Neyla Werring uniosła brew.
- Ach…?        
Karaima przygryzła wargę.
- Któż ich posłał na śmierć? I skąd ty miałabyś o tym wiedzieć, hm?         
   Matthieu szarpnął się.
- Ty dziwko- wysyczał- Przecież ty i tak już wszystko wiesz!         
   Pułkownik, ku własnemu zaskoczeniu, panowała nad sobą całkowicie. Uśmiechnęła się paskudnie. Pokręciła głową. 
         
   Karaima przymknęła oczy.
- Borrath wszystko ci już powiedział- mówiła cicho i szybko- Wszystko, co wiedział.
- A więc czego nie wiedział, Leone? Skoro już o tym wspomniałaś, rozumiem, że powinnam o tym wiedzieć.         
Karaima Leone przygryzła wargę. Matthieu szarpnął się niespokojnie, próbując spojrzeć Karaimie w oczy, odgadnąć jej zamiary. 
         
   Pułkownik Neyla Werring patrzyła prze chwilę na więźniów, cmoknęła z niezadowoleniem, wreszcie odchyliła się i splotła dłonie na podołku.
- Do rzeczy, zatem…- wycedziła- Po co wam była szeregowiec Enedtinco Larhensen?         
   Karaima Leone wzruszyła ramionami.
- To był pomysł Cicero.
- Jak wszystkie pomysły- ucięła pułkownik- Bo on był przywódcą. Tyle to i ja wiem. Ale nic już z niego nie wyduszę, bo jak słusznie zauważyłaś, Leone, on nie żyje. Podejrzewam, że to wszystko dzięki tobie.     
   Karaima zagryzła wargi.
            
   Matthieu odchrząknął.
- To nie jej szukaliśmy- odparł po chwili. Karaima Leone odwróciła głowę tak gwałtownie, że zachybotało się krzesło, na którym ją posadzono.  
- Co to ma znaczyć?- zmrużyła oczy. Pułkownik uśmiechała się kpiąco, choć w środku kipiała z ciekawości.
- Sama mi to powiedziała. Jeszcze zanim…
- Co ci powiedziała?- Nie wytrzymała Karaima.  

*

 - Wiem, kogo szukacie- powiedziała Enedtinco, unosząc się na łokciu. Matthieu mruknął coś, nie zmieniając pozycji, nie otwierając oczu- Spójrz na mnie!         
   Matthieu otworzył oczy i sięgnął z jękiem po papierosa.
- To znaczy?
- Szukaliście mojej matki. Albo mojej bliźniaczej siostry.
- Słucham? To brzmi jak kiepski film, Ened- parsknął Matthieu, ale powstrzymał się, widząc jej minę.
- Moja siostra umarła tuż po porodzie- Ened przygryzła wargę- Dobrze wiesz, że wtedy z lekarstwami było ciężko, moja matka rodziła w schronie, gdzie ukryli się z ojcem, w jakiś strasznych warunkach. Pomoc nie dotarła na czas, bo łączność była fatalna. Mama umarła niedługo potem, zostałam sama z ojcem, Podobno miałam nazywać się inaczej, ale po śmierci mamy, tata nazwał mnie po niej.
- Ona była Nosicielką?         
   Ened kiwnęła głową, sięgnęła po papierosa.
- Ojciec mi opowiadał, że wiedziała o istnieniu jakiejś przepowiedni. I że mama wiedziała o tym, że zawiodła. Podobno, gdy umierała, powiedziała, że tylko tyle mogła zrobić.            
   Matthieu milczał, głaszcząc Ened po policzku. Dziewczyna odsunęła się od niego.
- Powiesz mu?- Nie uwierzy.          
   Cisza dzwoniła w uszach.
- Przecież też jesteś Nosicielką…         
   Enedtinco spojrzała na niego i pokręciła głową.
- W niewielkim stopniu. Dlatego tak łatwo było mi to ukryć.          
   Matthieu nie wytrzymał, parsknął z niedowierzaniem.
- Oto rozwiązanie waszej zagadki. Jesteście w martwym punkcie, w ślepym zaułku. A wycofanie się już nic wam nie da.  

*

   Karaima zagryzła wargi, zmrużyła wściekle powieki. 
- I nic mi nie powiedziałeś, ty…         
   Matthieu ze spokojem przerwał jej, zanim obsypała go stekiem wyzwisk.
- To by nic nie zmieniło, Karaimo.          
   Dziewczyna splunęła. Pułkownik Neyla Werring siedziała nieruchomo, nie drgnęła jej nawet powieka.
- „Force” ma rację, Leone. Nic by to nie zmieniło. Larhensen powiedziała to za późno. Zrobiła to albo z zemsty na was, albo dlatego, że nigdy nie zdradziła Federacji Wolnych Miast. To była jedyna droga, jaką mogła pójść. Chciałabym w to wierzyć.
- I tak nie żyje- skomentowała cierpko Karaima.
- Ale pamięć po niej nie zginie. To jej postawią pomnik, nie wam. Na was mam wyrok śmierci, choć oczywiście staniecie przed sądem. Odpowiecie za morderstwo żołnierzy formacji Quito.          
   Matthieu „Force” Bernhard odetchnął głęboko. Wyglądał, jakby zrzucił z siebie ogromny, przytłaczający ciężar. 
         
   Karaima Leone strzelała oczami, ale była bezsilna, absolutnie bezsilnie. I to właśnie doprowadzało ją do furii. 
         
   Do pomieszczenia weszli strażnicy, brutalnie zmusili więźniów do powstania i wyprowadzili ich. 
         
   Pułkownik Neyla Werring westchnęła ciężko i chwyciła słuchawkę telefonu.
- Proszę mnie połączyć z biurem generała Vaastena Hannardta.  

*

   Miesiąc później, o świcie, stracono Matthieu „Force” Bernharda i Karaimę Leone. Ich szczątki spoczęły w anonimowych grobach więźniów politycznych. 
         
   Podczas zwołanego w Avie Kongresu, który odbył się kilka dni po śmierci Larhensen, Cicera i tylu innych żołnierzy, dokonano uroczystej rehabilitacji Enedtinco i, na prośbę awansowanej właśnie Neyli Werring, Vincenta Borratha. Wystawiono im pomnik przed siedzibą Kongresu w Avie.
         
   Pamięć o zamieszkach przetrwała wśród niedobitków partyzantek nacjonalistycznych, wśród przyjaciół Ened, Borratha, ale też Vernine La Strra, która także zginęła śmiercią bohaterską z rąk przyjaciółki- buntowniczki lub szpiega z własnego oddziału. 
         
   Późniejsza generał Neyla Werring zajść nie komentowała, nawet jej zaufana eskorta, Astaret, Oeillet i Carnivean nie znali prawdy. Nie mogli wiedzieć, że sama generał prawdy nie zna, a jej decyzja o interpretacji wydarzeń została błyskawicznie skonsultowana z generałem Hannardtem, który spreparowany już protokół przekazał władzom Federacji. 




  grudzień 2007, Warszawa

skomentuj (0)